21
czerwca
2009
Vladimir ocknął się... — Vladimirze — powiedziałem — co pan znowu wyprawia, czemu się pan tak poharatał? Vladimir odwrócił głowę do poduszki i szeptał, zalewając się łzami: Opowiedziała mi o tych chłopakach, którzy ją mieli, jak w końcu ją zostawiali, a ona kładła się na łące z twarzą w kretowisku i jadła z rozpaczy tę zrytą ziemię... i to mnie tak wzruszyło... że chciałem jej pomóc... wziąć na siebie część tego zła, które jej wyrządzono, żeby je pomniejszyć... A poza tym, żeby widziała, że zrobię dla niej wszystko... żeby sprawić jej także radość, żeby wiedziała, że należę do tego dumnego pokolenia, które traktuje życie serio... rozumie pan?
Tęsknię za nią, doktorze, kim jestem bez niej... I Vladimir zawrócił spod Palmovki w stronę szlabanów i płakał, z oczu trysnęły mu dwa strumienie wody, płakał jak bóbr, z uniesioną głową niósł swój smutek jak laur, jak pochodnię., a ludzie, którzy szli z naprzeciwka, zwłaszcza kobiety oglądały się za nim, nozdrza się im rozdymały i co druga miała na niego ochotę...
kurwa fiks